Panele słoneczne – ciąg dalszy historii … (część druga)

30 maja 2018 Artur

Panele słoneczne znajdowały się już na dachu przyklejone i przykręcone. Akumulator był w środku, a nowa instalacja została połączona z istniejącą. Sterownik obsługuje cały system wydawałoby się bez zająknięcia. Wciąż czekało mnie jednak trochę pracy. Czy była to jedynie kosmetyka? Bynajmniej! Czekało na mnie kilka niespodzianek …

Niedziela

W niedzielę nadszedł czas na podłączenie wyjścia obciążenia sterownika. Tutaj planowałem podłączenie przetwornicy o mocy 200W (kupionej okazyjnie jeszcze przed zimą) oraz dwóch gniazd zapalniczki (12V) oraz USB (2 szt.). Znowu było trochę lutowania, zabawy ze złączkami, kostkami i bezpiecznikami. Podłączenie przetwornicy pozwalałoby mi na ładowanie laptopa bez kupowania dodatkowego zasilacza na 12V. Zasilacz laptopa ma 90W. Więc na przetwornicy byłby jeszcze zapas pozwalający na podłączenie szybkiej ładowarki sieciowej do telefonu, co również znacznie ułatwia życie.

Akumulator od samego rana ładował się z paneli słonecznych …

Rankiem pojechałem do pralni, gdzie spędziłem około dwóch godzin. Podczas, gdy pranie się robiło, ja pracowałem na laptopie. Po tym czasie sprawdziłem stan poziomu naładowania akumulatora. Jedna kreska nie wyglądała obiecująco i byłem tym faktem nieco przygnębiony. Postanowiłem skontaktować się z jedną z bliskich mi osób – na potrzeby wpisu nazwijmy ją Wojciechem* – która jakiś czas temu wspominała, że ma na zbyciu dwuletni akumulator żelowy o pojemności 70Ah. Chwilę porozmawialiśmy i ustaliliśmy, że jakoś “przy okazji” załatwimy temat. Tymczasem ruszyłem na drugi koniec miasta.

Panele słoneczne nadal ładowały akumulator … minęło kilka godzin, a na wyświetlaczu sterownika wyświetlona jedna kreska z dostępnych czterech.

Po powrocie na moje stałe miejsce przyszedł czas na podłączenie systemu wyjściowego do sterownika i jego testy. Przetwornica niepokojąco piszczała przy włączaniu. Pisk był przez około sekundę i w tym czasie paliła się dioda obok złowieszczego napisu Fault. Potem jednak wszystko wydawało się działać normalnie. Próbowałem sobie przypomnieć, czy gdy podłączyłem ją do gniazda zapalniczki zaraz po zakupie miała podobne objawy. Byłem niemal pewien, że tak nie było.

Do przetwornicy podłączyłem przedłużacz, w który wpiąłem zasilacz laptopa i kilka ładowarek, aby sprawdzić jej działanie na maksymalnym wymaganym i dostępnym dla mnie obciążeniu. Wydawało się, że wszystko działa. Odłączyłem zatem odbiorniki dodatkowe, aby sprawdzić ile czasu zajmie naładowanie akumulatora do pełna.

Akumulator dalej się ładował … Sterownik pokazywał dwie kreski i napięcie około 12,5V. Niepokojące było to, że w systemie przewidzianym dla akumulatora 100-200Ah, panele słoneczne miały problem z naładowaniem do pełna akumulatora o pojemności 55Ah.

W międzyczasie Wojtek ponownie zadzwonił i powiedział, że jeśli jest taka potrzeba, to postara się ogarnąć temat szybciej. Nie lubię nikomu robić kłopotu, więc nie bez mieszanych emocji powiedziałem, że w sumie im szybciej tym lepiej, bo akumulator wydaje się być u kresu sił, a poza tym jest dużo za mały do pracy w tym systemie według wskazań producenta.

Kolejne godziny mijały. W tym czasie również jeździłem trochę kamperem, więc akumulator dodatkowo był doładowany z alternatora. Po kilku kolejnych godzinach na sterowniku pojawiły się cztery kreski oznaczające 100% naładowania. Radość moja jednak nie trwała długo. Tuż po zgaszeniu silnika spadła jedna kreska, a sterownik zapiszczał złowrogo trzykrotnie (taki system informujący o spadku do określonej wartości).

Przypomnę, że w tym czasie nie było podłączonego żadnego obciążenia do akumulatora. Co gorsza, dosłownie kilka minut później nie było już kolejnej z czterech kresek informujących o poziomie naładowania akumulatora, a sterownik wydał aż pięć sygnałów ostrzegawczych. Niech Was nie zmyli uśmiechnięta buźka na sterowniku … Niestety, ten pacjent odchodził …

Jego odejście oznaczało dla mnie kolejne wydatki, a na to nie byłem przygotowany. Myślałem, że uda się poczekać miesiąc, może dwa, zanim zakupię przynajmniej 100Ah akumulator. Podczas dnia bowiem mogłem naładować przy pomocy systemu wszystkie urządzenia i tak naprawdę większa pojemność akumulatora nie byłaby potrzebna. Jeśli jednak przez wzgląd na akumulator miałaby mi przestać chodzić pompa wody, to robiło się już nieciekawie. Co ciekawe oświetlenie, które wymieniłem na ledowe spisywało się całkiem nieźle. Jedynym objawem braku mocy w akumulatorze był fakt, że światło praktycznie gasło po odkręceniu wody i załączeniu się pompy.

Po jakimś czasie Wojtek znowu zadzwonił i powiedział, że następnego dnia postara się przywieźć mi nie jeden, a dwa (sic!) akumulatory 70Ah.

Poniedziałek

Po nieprzespanej nocy obudził mnie telefon.  Godzina na zegarze 6.49. Kto mógł dzwonić tak wcześnie?

Dzwonił Wojciech informując mnie, że jest 3 minuty od mojej lokalizacji. Nawigowałem go przez telefon na sam parking jednocześnie naciągając na siebie ubranie. Byłem w szoku! Wojtek bowiem miał do mnie sporo kilometrów, a jego przyjazd o tak wczesnej porze oznaczał, że od siebie musiał wyjechać około czwartej w nocy. Muszę przyznać, że nie spodziewałem się tego z jego strony, bo pomimo tego, że jest to bliska mi osoba, to ostatnio kontakt mieliśmy dość mocno rozluźniony. Z tego miejsca jeszcze raz pragnę mu podziękować! Kwota, którą mu wręczyłem za te akumulatory i  okazane zaangażowanie z pewnością nie była wystarczająca do tego, by w pełni okazać moją wdzięczność!

Kilka godzin później akumulatory były podłączone równolegle przewodami 10mm2, które udało mi się kupić w Castoramie.

Dwa akumulatory 70Ah połączone równolegle przewodem 10mm2

Dwa akumulatory 70Ah połączone równolegle przewodem 10mm2

Przy okazji kupiłem jeszcze silikon, żeby dodatkowo uszczelnić połączenia na dachu (panele słoneczne i przelotka) oraz kilka innych akcesoriów do lepszego zamontowania paneli oraz ich okablowania.

Stary akumulator został jeszcze przeze mnie finalnie sprawdzony, a następnie odstawiony na pobliskie cmentarzysko dla akumulatorów …

Wtorek

Dziś, gdy opisuję to wszystko na laptopie jest godzina 22.47 (opublikuję pewnie dopiero jutro, bo muszę jeszcze raz to wszystko przeczytać i wstawić stosowne zdjęcia). Stan energetyczny jest następujący. Laptop ma 70% baterii. Pozostałe urządzenia (tablet, telefon, powerbanki … etc.) również są naładowane. A sterownik pokazuje 94% naładowania akumulatorów pokładowych. Przypominam, że akumulatory nie są nowe. Przez dwa lata były eksploatowane i to dość intensywnie z tego, co mi wiadomo. Od zachodu słońca minęło już trochę, a przetwornica chodziła jeszcze około godzinę po nim.

Panele słoneczne – krótkie podsumowanie

Wygląda to dość optymistycznie. Panele słoneczne zdają u mnie swój egzamin. Mówi się co prawda, żeby nie chwalić dnia przed zachodem słońca, ale skoro u mnie już zaszło … 😉 Cóż, pożyjemy, zobaczymy. Najważniejsze dla mnie jest to, że mogę naładować baterię laptopa bez odpalania agregatu, a przy okazji zrobiłem kolejny krok w kierunki realizacji mojego marzenia o maksymalnej niezależności!

Co ciekawe, choć przy okazji nabyłem nieco nowej wiedzy, mimo to jestem trochę bardziej zielony** 😉

 


* Imię zostało zmienione ze względu na chęć pozostania anonimowym.
** W kontekście całego wpisu: bardziej ekologiczny. Taka gra słowna dla bardziej obeznanych 😛

, , ,

Artur

Jestem wolną duszą (ale nie „niebieskim ptakiem”), wiem, że nic nie spada z nieba i na wszystko trzeba zapracować. Wierzę również, że marzenia trzeba realizować, a odkładanie ich na później temu nie sprzyja.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

NAPISZ DO MNIE!