Pierwszy tydzień mieszkania w kamperze (vol. 1)

23 września 2017 Artur

Pierwszy tydzień mieszkania w kamperze obfitował w wiele niespodzianek, ale może zacznijmy od samego początku.

Ostateczna przeprowadzka miała miejsce w piątek 15 września. W ciągu dnia zajmowałem się moim Synkiem, który ze względu na problemy zdrowotne nie mógł pójść do żłobka. Opiekowałem się nim do godziny 16:00, więc na przeprowadzkę zostały mi około 2-3 godziny. Większość rzeczy była już spakowana, trzeba je było tylko przenieść, więc zadanie jak najbardziej do zrealizowania.

Poszedłem zatem na parking, żeby podjechać kamperem bliżej domu. Ku mojemu zdumieniu, na tablicy rozdzielczej samochodu zupełnie ciemno. Po przekręceniu kluczyka w stacyjce nie zapaliła się żadna kontrolka. Rozrusznik oczywiście nie reagował nawet w najmniejszym stopniu. Tak pojawił się pierwszy problem, który należało zdiagnozować.

Na początek szybka reakcja i telefon do kolegi Damiana, żeby odpalić na kablach. Tu niestety pojawił się brak kabli. Na szczęście w pobliżu dwa sklepy z częściami samochodowymi i wkrótce problem braku kabli przestał istnieć. Ale poziom gotówki w portfelu zeszczuplał o 70 złotych.

Damian przyjechał po około 20 minutach. Na odpalonym aucie Damiana podpięliśmy kable do obu akumulatorów i w oczekiwaniu na naładowanie mojej baterii samochodowej zaczęliśmy zastanawiać się nad możliwymi przyczynami awarii prądu. Akumulator samochodowy nie ma nic wspólnego z zasilaniem zabudowy, więc nawet gdybym zostawił zapaloną jakąś żarówkę, czy wiatrak od rozprowadzania ciepła, to i tak nie ma możliwości, żeby go rozładowało. Może to wilgoć spowodowała jakieś zwarcie? Nasze rozważania były czysto teoretyczne, a co za tym idzie bezowocne. W końcu jednak mój kamper odpalił i przejechałem pod stróżówkę na parkingu, żeby podładować akumulator stałym prądem. Tym samym nici z podjechania pod dom, żeby bliżej było nosić.

Kamper podjadał sobie prąd, a ja nosiłem swoje rzeczy. Po około 30-40 minutach postanowiłem sprawdzić, jak mu idzie … Najpierw odłączyłem 230V i sprawdziłem poziom naładowania na panelu sterującym. Nie wyglądało to dobrze. Kontrolka wskazywały na ledwie 1/3 poziomu mocy. Czy silnik będzie w stanie odpalić? Mimo wszystko postanowiłem przekręcić kluczyk w stacyjce. Kontrolki zapaliły się, by po przekręceniu stacyjki w pozycję rozruchu zgasnąć już bezpowrotnie. Mieszanka zdumienia, zdenerwowania i niepokoju zalewała mój umysł naprzemiennie. Zacząłem się zastanawiać skąd nagle wystąpił tak poważny problem? Zastanawiający był fakt, że akumulator rozładował się w ciągu kilkunastu godzin do zera, a następnie nie chciał się naładować.

Analiza

Może niechcący zostawiłem włączoną przetwornicę? Ona, jako jedyna jest podpięta bezpośrednio do akumulatora, a pewnie i w stanie bez obciążenia swoje pobiera. Co prawda nie korzystałem z niej jeszcze, ale może podczas poprzedniego noszenia i układania rzeczy trąciłem jej przełącznik? Sprawdziłem zatem przetwornicę. To nie było to.

Czy ostatnio był zmieniany jakiś element instalacji w kamperze? No tak, ale instalacji gazowej. Montowany był zbiornik na gaz. Do akumulatora podpinany być przełącznik elektrozaworu. Elektro… zawór – pomyślałem. Czyżby było coś nie tak z tą nową instalacją? Może coś jest nie tak podłączone? No bo sama instalacja przecież nie może być problemem. Tysiące aut jeździ na gaz i nie mają rozładowanych akumulatorów, prawda?

Ponownie otworzyłem maskę, ale że znam się na autach, jak Lotek, to niewiele z tego wynikało. Przeglądanie instalacji samochodowej w poszukiwaniu ewentualnego zwarcia, to nie bułka z masłem. Postanowiłem po prostu wyciągnąć bezpiecznik nowej instalacji, aby przerwać obwód i ponownie spróbować naładować akumulator. Jeżeli to ten nowy element instalacji jest przyczyną, to w ten sposób będę w stanie to zdiagnozować.

Po dwóch godzinach ponownego ładowania akumulator był naładowany na tyle, by odpalić silnik. Wygląda na to, że zdiagnozowałem problem. Choć nie całkowicie. Oczywiście wyjmując bezpiecznik odciąłem sobie dopływ gazu, więc musiałem się przełączyć z powrotem na butle.

W firmie, która montowała zbiornik nikt nie odbierał telefonu, a niebawem mieli kończyć pracę. Bez konsultacji z nimi nie będę w stanie rozwiązać tego problemu całkowicie, ale przeprowadzka jest ważniejsza, więc nie mogę sobie pozwolić na dzwonienie do nich co pięć minut. Piątek dobiegał końca, więc z tym tematem musiałem się wstrzymać do poniedziałku.

Przenoszenie rzeczy zakończyłem o godzinie 19:00. Kilkanaście minut później spotkanie z właścicielem mieszkania celem odebrania pokoju, a następnie powrót do kampera.

Wnętrze zawalone rzeczami tak, że nie ma się gdzie ruszyć. Teraz trzeba to wszystko jakoś sensownie upakować i poukładać w dostępnych szafach, szafkach i schowkach. Zeszło mi z tym praktycznie do północy, a i tak nie uporałem się ze wszystkim. Byłem już okropnie zmęczony i postanowiłem, że tej nocy zrobię sobie “dzień kolonisty”. Wskoczyłem w śpiwór i poszedłem spać na jednej z dolnych kanap.

Obudziłem się około 5 rano z powodu przenikliwego chłodu. Wieczorem było mi tak ciepło, że nawet nie pomyślałem o włączeniu ogrzewania. Popatrzyłem na termometr – temperatura wnętrza: 13 stopni. Nic dziwnego, że jest mi zimno – pomyślałem – śpiwór gwarantuje komfortowe spanie w temperaturze powyżej 15. Taki śpiwór miałem, chyba trzeba będzie kupić cieplejszy 😉

Odpaliłem ogrzewanie i – możecie mi nie wierzyć – w ciągu 5 minut w moim kamperze było już znośnie, a w ciągu 15 minut było już ciepło na tyle, że postanowiłem nie kłaść się ponownie do snu tylko dokończyć układanie rzeczy. Tego dnia od 16:00 na placu Społecznym miała się odbyć parapetówka, więc kamper musiałem doprowadzić do przynajmniej względnego porządku.

Jak zatem widzicie już pierwszy dzień przeprowadzki obfitował w niespodzianki. A to był dopiero początek …

, ,

Artur

Jestem wolną duszą (ale nie „niebieskim ptakiem”), wiem, że nic nie spada z nieba i na wszystko trzeba zapracować. Wierzę również, że marzenia trzeba realizować, a odkładanie ich na później temu nie sprzyja.

Komentarze: (2)

  1. Kamil

    W sumie, to mam mieszane uczucia, jak czytam te twoje perypetie. Z jednaj strony super pomysł i wgl, a z drugiej to troche wariactwo 😉 No ale trzymam kciuki. Pomysł fajny, ale jak się przechodzi do realizacji, to trochę jednak szaleństwo! Powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

NAPISZ DO MNIE!