Pierwszy tydzień mieszkania w kamperze (vol. 2)

23 września 2017 Artur

W sobotę miała miejsce parapetówka. W wydarzeniu zadeklarowało wzięcie udziału kilkanaście osób. Na placu Społecznym odwiedziły mnie cztery osoby, na parkingu po powrocie jeszcze dwie. Kilka osób przyjechało nieco za późno 😉 Tu należy się słowo wytłumaczenia.

Ze względu na pogodę oraz moje samopoczucie zwinąłem żagle już około 19:00 zamiast – jak było napisane w wydarzeniu – o 21:00. Niestety, choroba Synka przeniosła się i na mnie. Uderzyła praktycznie dokładnie po 24 godzinach od naszego kontaktu. Wirusy, to straszne cholery…

Jeśli zatem ktoś jeszcze pojawił się na placu Społecznym, ale mnie nie zastał, to serdecznie przepraszam za moje zbyt wczesne opuszczenie posterunku. Z tego, co mi wiadomo, to były na pewno 2-3 osoby – i z tego miejsca jeszcze raz ogromne przeprosiny – miejcie mnie za wytłumaczonego. Moje drzwi są dla Was jednak zawsze otwarte! 😀

Noc z soboty na niedzielę w niczym nie przypominała poprzedniej. Przede wszystkim dlatego, że nie był to już dzień kolonisty. Tej nocy spałem już normalnie w łóżku i pod ciepłą kołderką! Po drugie, postanowiłem uruchomić na noc ogrzewanie. W dziesięciostopniowej skali piecyk gazowy został przeze mnie ustawiony na 3 i to rozwiązanie znakomicie dało radę. Może to jest również zasługa tego, że łóżko jest nieco wyżej, a jak wiadomo ciepłe powietrze idzie do góry 🙂 Jakby ktoś miał wątpliwości, to dowód znajdzie poniżej:

Niedzielę jakoś przetrwałem (mówię tu o zdrowiu, a nie o komforcie mieszkania), a w poniedziałek do pracy. Muszę przyznać, że bardzo dziwnie się wstaje do pracy podczas mieszkania w kamperze. Niby wszystko fajnie, ale pozostaje jakiś niesmak… Czujesz się, jakbyś był na wakacjach, a musisz wstawać do roboty. No kto to widział?! 😉 Poważnie, w kamperze czuję się, jak na wczasach. W sumie, aż głupio pisać na przykład o problemie z dostępem do internetu, bo przecież, kto szuka internetu na urlopie?

A jednak, przez tych kilka dni mieszkania w kamperze porobiłem sobie trochę zaległości z moją drugą “pracą”, które musiałem jak najszybciej nadrobić. W międzyczasie jeszcze przechodziłem z oferty na abonament w Play do oferty na kartę, bo na prepaida mieli lepszą ofertę (sic!). Moje perturbacje związane z przeniesieniem numeru wystarczyłyby chyba na na zupełnie osobny wpis, ale na chwilę obecną ograniczę się do stwierdzenia, że cała operacja zaowocowała reklamacją – zobaczymy, co z tego wyniknie. Z tymi problemami związany jest również brak wpisów tutaj i na stronie FB projektu. Wybaczcie, ciągle rozpatruję oferty operatorów odnośnie internetu mobilnego i niestety nie znajduję nic, co by mnie zadowalało w stu procentach. Może ktoś umie coś podpowiedzieć?

Wracając jednak do poniedziałku … We wcześniejszym wpisie mogliście przeczytać o problemie związanym z instalacją elektryczną akumulatora samochodowego. W poniedziałek – 18 września – udało mi się dodzwonić do firmy UniGas, która montowała mi zbiornik z gazem. Po krótkiej rozmowie telefonicznej problem został w zasadzie zdiagnozowany. Cewka elektrozaworu działa na zasadzie odciągania trzpienia, czy może tłoku (jak zwał, tak zwał) umożliwiając przepływ gazu do instalacji. Cewka potrzebuje stałego dopływu prądu i wychodzi na to, że nie małego. Problem nie istnieje podczas pracy silnika, ponieważ zasilanie idzie praktycznie z alternatora, ale na postoju cały czas ciągnie z akumulatora. Ten problem został przez wszystkich całkowicie przeoczony. Zobaczymy zatem, co z tym fantem zrobić. W poniedziałek 25 września jestem umówiony na wizytę w UniGas, może ich mądre głowy coś wymyślą.

Na mnie czekała jeszcze w nadchodzącym tygodniu moc innych atrakcji związanych z prądem, ale o tym już w kolejnym wpisie … Wspomnę jedynie, że standardowy akumulator raz wyczerpany do zera nigdy nie odzyska już swojej świetności.

, , , , ,

Artur

Jestem wolną duszą (ale nie „niebieskim ptakiem”), wiem, że nic nie spada z nieba i na wszystko trzeba zapracować. Wierzę również, że marzenia trzeba realizować, a odkładanie ich na później temu nie sprzyja.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

NAPISZ DO MNIE!