Moje 33-ecie urodziny …

2 września 2017 Artur

Dzisiaj są moje 33-ecie urodziny. Osiągnąłem wiek Chrystusowy nie osiągnąwszy jednak zbyt wiele. Co to w ogóle oznacza, gdy ktoś używa zwrotu “osiągnąć coś w życiu”? Zapowiada się wpis nostalgiczny i być może nieco przydługi … wybaczcie jednak solenizantowi! 😉

Moje życie nie polega na odblokowywaniu kolejnych achievement-ów. To nie jest gra komputerowa. To się dzieje naprawdę. I wszystko dzieje się w swoim czasie. Nie ścigam się z nikim. Szczególnie dlatego, że ilekroć w życiu mi się układało lub miałem coś dokładnie rozplanowane, to później rozgrywało się zgodnie z czterema podstawowymi prawami Murphy-ego, które zdają się rządzić moim życiem:

  1. Jeżeli coś może się nie udać, to się nie uda.

  2. Jeśli coś może pójść źle, to pójdzie.

  3. Nie uda się nawet wtedy, gdy właściwie nie powinno się nie udać.

  4. Jeśli wiesz, że coś może pójść źle i podejmiesz stosowne środki zapobiegawcze, to źle pójdzie coś innego.

Teraz znów zaczęło się układać. Nie jestem zapatrzony w siebie, ale mój plan z pewnością by nie wypalił, gdyby nie ogromna dawka determinacji. Tylko na ile mi jej starczy? Cały czas towarzyszy mi również obawa, że stanie się coś, przez co cały mój plan legnie w gruzach.

I nie, nie chodzi o czarnowidztwo, czy o cholerny pesymizm, bo nie jestem pesymistą. Gdyby tak było, to czy kupiłbym kolejny motocykl po tym, jak skradziono mi wiosną ukochaną Yamahę MT-07? Czy kupiłbym kampera i przeprowadzał się do niego? Nie! Czy zatem jestem optymistą i z uśmiechem patrzę w przyszłość?

Urodziny realisty

W każdej beczce miodu znajduje się łyżka dziegciu, która nie pozwala mi się tym wszystkim w pełni cieszyć. Tak, jestem realistą. Lubię mieć wszystko poukładane, przeanalizowane i zaplanowane. Ale gdy przeprowadzasz się do kampera, to nie da się wszystkiego zaplanować. Po prostu musisz iść na żywioł. Nie wszystko szło po mojej myśli, nie wszystko się układa, a jednak decyzje zostały podjęte i trzeba iść za ciosem.

Myślę, że moje 33-cie urodziny spędzam najlepiej jak mogę. Nie świętuję ze znajomymi, nie zorganizowałem imprezy. Poświęciłem ten czas na przeprowadzkę, która przy okazji skutkowała pewną zadumą nad własnym życiem. Do jakich wniosków dochodzę?

Jestem człowiekiem sukcesu!

Oczywiście to stwierdzenie trochę na wyrost. Nie wszystko w życiu mi wyszło. Czy jednak gdybym miał możliwość cofnąć czas, zrobiłbym to? Nie sądzę. Znalazłem się w takim momencie swojego życia, do którego pewnie inna droga by mnie nie doprowadziła akurat w tym momencie. A patrzę na to moje życie inaczej. Mam wspaniałego i kochanego Synka! A gdyby spojrzeć na wszystko nieco szerzej (i z przymrużeniem oka!), to mam też własną kawalerkę w dużym mieście i mały domek za miastem! Mam też duże auto, którym mogę pojechać na wakacje bez pakowania walizek! (Oba zdania dotyczą kampera, żeby mi tu ktoś sobie czegoś nie pomyślał! 😉 ) Mało tego, mam też motocykl, który również zapewnia mi niesamowite poczucie wolności. Czegóż chcieć więcej?

Mam dwie ręce i dwie nogi. Na zdrowie (odpukać!) nie narzekam. Coś tam umiem. Praca jest. Schronienie jest. Wielu osobom nie powiodło się w życiu tak, jak mnie. Żyją w komunach lub pod gołym niebem. Mało jest 30-, 40-latków, którzy wiodą życie bez perspektyw lub są bezdomni? A ja? Ja żyję pełnią życia, spełniam swoje marzenia. Gdy jestem z moim Synkiem, to jestem cały dla niego. Nie myślę o kolejnym spotkaniu, telefonie, o sprawach do załatwienia. A żyłem w ten sposób przez długi czas i cieszę się, że się z tego wyrwałem, otrząsnąłem. Też (jak wiele młodych osób) kiedyś myślałem, że to jest sposób na życie. Nie odmawiać sobie niczego. Jadać i bawić się ze znajomymi na mieście. A jednak takie życie nie zapewniało mi satysfakcji. Nie byłem szczęśliwy.

Dziś umiem sobie odmówić. Wiem, że wiele osób tego nie rozumie. Wiele osób nie przelicza czasu rozrywki na koszt ich roboczogodziny. I więcej chcesz się w ten sposób bawić, tym więcej musisz pracować. Im więcej pracujesz, tym mniej masz czasu na zabawę. To jest błędne koło. Podam krótki przykład: Koledzy zapraszają cię na piwo. Chciałbyś pójść, ale wiesz, że takie wyjście na piwo, to wydatek rzędu ~50 zł (2, 3, a nawet 4 roboczogodziny). Tymczasem masz plan, aby odkładać każdy grosz z myślą o wycieczce na drugi koniec świata. Czy to, że nie poszedłeś z kolegami na piwo czyni z ciebie smutnego człowieka, który nie umie się zabawić? A może, gdy pokażesz im zdjęcia, jak się bawiłeś w podróży na drugi koniec świata, to oni będą myśleli, że to właśnie ty umiesz się bawić! Ty umiesz żyć, masz plany, ambicję, a oni uciekają od życia imprezując co piątek. Do niedzieli wracają do świata żywych, a w poniedziałek znów do zaprzęgu!

Kolejne urodziny, czyli większe doświadczenie życiowe

Ale to chyba bardziej kwestia danej osoby, zebranego doświadczenia życiowego, pewnego podejścia, które przychodzi z wiekiem. Mam plan i konsekwentnie go realizuję. Tyle, że moim planem nie jest zabawa, nie jest to również zostanie “człowiekiem sukcesu”, czy – nie daj Boże! – “celebrytą”. Mam inny cel, a jest nim spokojne życie. “Spokojne” nie oznacza tutaj braku atrakcji. Mam atrakcji mnóstwo. Tyle, że nauczyłem się cieszyć małymi rzeczami. Atrakcyjna i pełna emocji jest dla mnie na przykład zabawa z moim Synkiem w piaskownicy. Gdy jesteśmy obaj cali w piasku, gdy Mój Synek się do mnie szczerze śmieje, to nic więcej mi do szczęścia nie potrzeba! Gdy wsiadam na motocykl i mknę po drodze – jestem szczęśliwy! Gdy wsiadam do kampera – jestem szczęśliwy!

Czy kiedy zrealizowałem założony plan sprzedażowy byłem “szczęśliwy”? Czy, gdy wstawałem rano do pracy, a wracałem wieczorem byłem “szczęśliwy”? Czy “szczęście” dawała mi pokaźna wypłata? Nie. To nie było “szczęście”. Owszem, towarzyszyły temu uczucia satysfakcji, czy też zadowolenia z dobrze wykonanej pracy, ale na pewno nie poczucie szczęścia.

Życie jest jednak ciężkie, bo o wiele więcej jest powodów do bycia nieszczęśliwym. Urodziny, to doskonały przykład. Tego dnia świętujesz, tylko co tak naprawdę jest powodem do świętowania? To, że dotrwałeś do tego momentu? 😉 Kiepski ten powód. Więc co świętować? Od chwili narodzin każdy kolejny rok, to tak naprawdę zbliżanie się do końca, więc co tu świętować? Czy naprawdę są powody, żeby być ponad miarę szczęśliwym akurat w tym dniu? Dzień urodzin skłania raczej do poczucia nieszczęścia, bo oto minął kolejny rok i jesteś coraz bliżej końca.

Ja zawsze urodziny świętowałem w nieco innym kontekście. Nie z myślą o upominkach, wspaniałościach na stole, czy upojeniu alkoholowym, ale ciesząc się, że świętuję kolejny rok w gronie najbliższych. Oto dane nam było spędzić kolejny rok razem. Nikogo nie brakuje. To po prostu trzeba świętować! A jednak …

Moje 33-cie urodziny…

… świętowałem samotnie. Rodzina się porozjeżdżała po świecie. Mój Synek na drugim końcu Polski, moja Siostra w Szwecji … jaki znaleźć powód do świętowania? Ano realizację swojego największego marzenia! Nie mogłem zatem spędzić tego dnia inaczej, jak na przeprowadzce do kampera!

Z każdą kolejną torbą mój kamper kurczył się. Kolejne szafki i schowki zapełniały się, a w pokoju, jakby wcale nie ubywało rzeczy. Część oczywiście zostawiłem sobie na jutro, ale najważniejsza rzecz została przeniesiona:

Dzięki temu jest tu już jak w domu … Niczego więcej nie potrzebuję … Mogę tu zamieszkać …

No dobra, jutro kolejna tura przenosin. Mam nadzieję, że ostatnia. W pokoju zostaną tylko rzeczy niezbędne przez najbliższe 2 tygodnie. Zresztą, kamper jest pod ręką, więc jak za dużo wyniosę, to zawsze mogę przynieść! 😉

, , ,

Artur

Jestem wolną duszą (ale nie „niebieskim ptakiem”), wiem, że nic nie spada z nieba i na wszystko trzeba zapracować. Wierzę również, że marzenia trzeba realizować, a odkładanie ich na później temu nie sprzyja.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

NAPISZ DO MNIE!